M/S Batory

13.05

M/S Batory

Obraz Antoniego Kierpala M/S Batory, znajdujący się w zbiorach Muzeum Miasta Gdyni, w ciekawej perspektywie pokazuje jeden z najbardziej kultowych polskich transatlantyków.

Choć sam MS Batory znajduje się w dalszym planie dzieła, lekko rozmyty przy zastosowaniu perspektywy powietrznej, to nie ma wątpliwości że to właśnie ten polski statek dominuje w namalowanej przez Kierpala scenie. Ogromny kontrast, który powstaje między niestabilną, drewnianą łodzią rybacką, silnie poddającą się wodzie, a śmiało prującym przez falę okrętem jest zauważalny już na pierwszy rzut oka.

Polski statek pasażerski MS Batory wszedł do służby w 1936 roku, rok po oddaniu do użytkowania bliźniaczego transatlantyka MS Piłsudski. Na morzu spędził 33 lata, dorabiając się przydomka „Lucky Ship”. Na decyzję o budowie statku, spełniającego najnowsze standardy transportu pasażerskiego, złożyło się wiele czynników, między innymi zmiana profilu linii wiodącej przez Atlantyk z emigranckiej na turystyczną. Oba statki, nowoczesne i luksusowe, były nazywane „pływającymi salonami i ambasadą kultury polskiej”.

Wspominanego luksusu i nowoczesności, a także kompleksowej obsługi podróżnych, spełniającej najwyższe światowe standardy, doświadczyć można było na każdym kroku,  nawet podróżując III klasą. Gros informacji dostarcza nam dziś przedwojenna broszura Rady i wskazówki dla podróżujących na liniowcach M/S Piłsudski, M/S Batory, wydana w wersji dwujęzycznej przez GAL.

W książeczce znalazły się praktyczne wskazówki, takie jak choćby opis odznak dowództwa
i członków załogi, aby ułatwić pasażerom ich rozróżnianie i usprawnić komunikację. Pasażerów poinformowano też, w jaki sposób sygnalizowane są wachty, których na dobę przypada sześć, a dla uniknięcia dezorientacji informowano zawczasu o zwyczajowych przesunięciach zegara w przypadku podróży przez Atlantyk.

Dla zachowania nienagannej fryzury, na statku znajdował się salon fryzjerski dla Pań i Panów. Elegantki i elegantów z pewnością satysfakcjonowała kompleksowa obsługa krawiecka zajmująca się nie tylko drobnymi naprawami odzieży, ale także prasowaniem i czyszczeniem ubrań. Na statku znajdowały się liczne łazienki, zaopatrzone w ciepłą
i zimną wodę. Chęć zażycia kąpieli należało zgłosić stewardowm kąpielowym. Załoga zapewniała także czyszczenie obuwia, które w tym celu należało wystawić na korytarz przed kabiną.

W kiosku oferowano w sprzedaży upominki z podróży, pamiątki z Polski, modele statków, wyroby ludowe, słodycze, pocztówki, znaczki pocztowe, książki czy wybrane artykuły drogeryjne, galanteryjne i kosmetyczne. Na pasażerów czekała także opieka lekarska, ambulatorium i apteka. Na statku pracował także zawodowy wykwalifikowany fotograf.

Chcąc poznać znaczenie słowa relaks podczas dłużącej się podróży z rodziną, M/S Batory oferował specjalny pokój opieki nad dziećmi, prowadzony przez tzw. „matkę okrętową”, czyli wykwalifikowaną piastunkę. Z kolei szukając ukojenia duszy można było oddać się pod zorganizowaną opiekę religijną – dla katolików, protestantów i Żydów.

Tnący fale z maksymalną prędkością 20 węzłów statek nie był jednak odcięty od świata. Na pokładzie znajdowała się agencja polskiego Urzędu Pocztowego, gdzie po naklejeniu polskich znaczków pocztowych możliwe było wysyłanie korespondencji. Skrzynki opróżniało się na godzinę przed każdym portem, wyjątek stanowił Nowy Jork, gdzie korespondencję wybierano przed kwarantanną. Elegancką papeterię można było otrzymać bezpłatnie w czytelni bądź od stewarda bibliotecznego. Jednocześnie zachęcano do nabycia pocztówek czy papeterii w okrętowym kiosku. W agencji pocztowej można było także dokonywać wpłat i wypłat z książeczek P.K.O.

Na statku znajdował się także radiofon działający na odległość 200 mil morskich,  umożliwiający rozmowy telefoniczne z lądem, a pasażerowie posiadający aparaty telefoniczne w kabinach mogli dzwonić bez wychodzenia z pokoju. Całodobowo działało biuro radiotelegraficzne, gdzie za odpowiednią opłatą, uzależnioną od miejsca nadania, można było wysyłać depesze i radiogramy.

Do kabin pasażerskich codziennie dystrybuowano biuletyn morski, zawierający wiadomości oraz informacje o planowanych wydarzeniach, seansach. Raz na jakiś czas wydawano obszerniejszy „Kurier Morski”, aby pasażerowie byli zawsze na bieżąco z informacjami z kraju i świata.

Podczas długich rejsów, dla zachowania dobrego samopoczucia, nieoceniona była aktywność fizyczna. Na pokładzie znajdował się basen oraz sala gimnastyczna, wyposażona w przyrządy do ćwiczeń. Korzystanie z nich było bezpłatne, a GAL nie ponosił odpowiedzialności za wypadki na pływalni czy podczas ćwiczeń. Na górnych pokładach statku można było uprawiać rozmaite aktywności: grę w tenisa pokładowego, suwaki (shuffle-board), strzelanie do celu czy przechadzki. Na pokładzie słonecznym zażywano, nomen omen, kąpieli słonecznych. Leżaki na upalne dni i koce na chłodniejsze wieczory można było wynająć u stewardów pokładowych.

Nieodłącznym elementem rejsów były rozrywki i zabawy. Na pokładzie znajdowało się kino, zaopatrzone w pierwszorzędną aparaturę do filmów dźwiękowych oraz biblioteka bogato zaopatrzona w literaturę polską i zagraniczną, w tłumaczeniach oraz w oryginale. Na statku rozbrzmiewała także muzyka. We wszystkich salonach towarzyskich rozmieszczone były rozgłośnie, a w ogłaszanych programach dnia można było znaleźć informacje o koncertach orkiestry statkowej bądź nadawaniu z płyt. Sama orkiestra występowała na żywo podczas tańców w sali balowej. Najwystawniejszy był oczywiście bal pożegnalny, tzw. kapitański, odbywający się w przeddzień lub na dwa dni przed przybyciem statku do portu docelowego. Dla miłośników lekkiego hazardu przygotowano „wyścigi konne” z totalizatorem, loterię „Bingo” lub „Quinto”. Dla umilenia podróży w zlokalizowanych na całym statku barach dostępny był szeroki wybór alkoholi (w tym ekskluzywnych win) papierosów czy cygar produkcji polskiej i zagranicznej, a także nieodłącznego elementu rozrywkowego – kart.

Kuchnia na pokładach polskich transatlantyków owiana jest już niemal legendą, nie tylko pod względem wykwintności menu, lecz także spełniania nowoczesnych wymogów higieny i dbałości o pasażerów (dla podróżnych przestrzegających zasad kaszrutu przeznaczono osobną zastawę i sztućce). Tony zaopatrzenia, mięs, nabiału, owoców morza czy warzyw przechowywano w chłodni z nowoczesną instalacją solankową, gwarantującą świeżość prowiantu. Aby zapewnić o poranku chrupiącą skórkę pieczywa, chleb, bułki czy ciasta wypiekano codziennie w znajdującej się statku piekarni. W zbiorach Muzeum Miasta Gdyni zachowało się około 50 kart dań z M/S Batory – do dziś zachwycających fantazją szefów kuchni i wyrafinowaniem ich pomysłów. Mając odbiegające od normy preferencje żywieniowe bądź przebywając na diecie, można było liczyć na specjalne względy – należało tylko poinformować o tym Starszego Ochmistrza. Na życzenie pasażerów, niemowlęta i dzieci mogły liczyć na mleko sterylizowane, pasteryzowane bądź skondensowane.

Mimo najwyższych standardów obsługi, odradzano jednak przechowywania kosztowności
w kabinach na rzecz zdeponowania ich w kasie ogniotrwałej w Biurze Intendenta, w którym przeprowadzano wszelkie formalności, a także zgłaszano zagubione rzeczy bądź deponowano odnalezione przedmioty.

„Pływający salon i ambasada kultury polskiej”? Bez wątpienia. Transatlantyk M/S Batory do 1969 roku był nowoczesną i luksusową ambasadą, dumnie reprezentującą polską kulturę, smak i wzornictwo, przybijając bez kompleksów do najbardziej prestiżowych portów ówczesnego świata.

Tekst: Marta Borowska-Tryczak