Szkło w moderniźmie

5.05

Szkło w moderniźmie

Brytyjski materiałoznawca Mark Miodownik nazwał szkło „niewidzialnym”.
Ten dyskretny, a zarazem funkcjonalny materiał doskonale współgra z
oszczędną, pozbawioną nadmiernych dekoracji estetyką modernizmu.
Wyobrażenie sobie nowoczesnej architektury bez udziału szkła staje się
obecnie praktycznie nieosiągalne, choć początkowo zapewne wydawało się
awangardowe. I choć zimna i gładka tafla może wydawać się bez ducha,
odbijając swoje otoczenie i mieszkańców w jednej chwili może stać się
bardziej „cielesna”. Miodownik pisał: „Szklane gmachy, które codziennie
powstają w nowoczesnym mieście, stanowią architektoniczne spełnienie
naszych sprzecznych pragnień, by być chronionym przed wiatrem,
zimnem, deszczem (…), a jednocześnie nie mieszkać w ciemnościach.
Wnętrza, w których wielu z nas spędza większość życia, są rozświetlone i
przyjemne dzięki szkłu. Szklane witryny głoszą: mamy otwarte drzwi i
prowadzimy otwarty, uczciwy biznes. Sklep bez witryn to żaden sklep.
Szkło jest także nieodzowne, byśmy mogli oglądać samych siebie. […] Nie
ma nic wyjątkowego w skali, w jakiej toczy się nasze życie, w naszych
miastach i naszej cywilizacji. Mamy jednak wyjątkowy materiał, który
pozwala nam naszą skalę przekraczać – tym materiałem jest szkło”.
O zaletach wykorzystania szkła w architekturze modernistycznej,
rozumianej powszechnie jako przeszklenia i okna, przekonywano w prasie
branżowej. Najnowocześniejsze szyby przepuszczające promienie
ultrafioletowe montowane w szkołach, miały mieć wymierny pozytywny
wpływ na uczniów – mieli być wyżsi, a wyniki badań ich krwi miały być lepsze.

Wacław Weker w 1932 roku na łamach “Dom, Osiedle, Mieszkanie “rozważał:
„Bardzo wyraźnie w budownictwie mieszkaniowym naszych czasów jest
dążenie, aby dać dostęp do wnętrza mieszkania możliwie największej ilości
światła, powietrza i słońca. Dążenie to znalazło wyraz nawet w przepisach
budowlanych: do niedawna obowiązywał stosunek powierzchni okna do
powierzchni pokoju 1:10, obecnie 1:5 lub 1:6”. Zdaniem autora ewolucja
przejścia od ciemności do światła jest w historii znana od tysięcy lat i
powszechna – wyjście z jaskiń, poprzez okna zaciągnięte skórą zwierzęcą
aż do wielkich przeszklonych powierzchni charakteryzujących
współczesność. Równolegle wyjście na większą ekspozycję światła miało
całkiem przyjemny dla ludzkości efekt uboczny – a mianowicie ciepło. Był
to kolejny argument w dyskusji przemawiający na korzyść montażu dużych
przeszkleń w mieszkaniach, podbity dodatkowo argumentem
ekonomicznym – dobrze wystawione na ekspozycję słoneczną mieszkanie
ogrzewa się w dużej mierze naturalnie. „Czy światło tą drogą otrzymane
będzie równie drogie jak prąd z elektrowni warszawskiej? Miejmy nadzieję,
​że nie.” – pyta retorycznie Weker. Z kolei zbyt intensywne operowanie
światła zawsze można stłumić przy użyciu modnych kotar, firan czy żaluzji.
Zakład Ryszarda Zielińskiego i szkłożelbet (szkłobeton)
W Gdyni przy ulicy Pułaskiego 9 znajdował się zakład szklarski i hurtownia
Ryszarda Zielińskiego ERZET, który zasłynął m.in. opatentowaniem
szkłobetonu, czyli zatopionych w żelbetowym ruszcie szklanych kształtek –
świetlików. Był to sprytny sposób na doświetlanie przestrzeni – przykładem
może być garaż podziemny w gdyńskim Bankowcu. W zakładzie można
było oprawić obrazy, zamówić lustra czy szyby wystawowe. Oferowano
również usługi szlifierskie. ERZET pełnił także funkcję pośrednika w zakupie
szklanych pustaków, czyli popularnych luxferów: kwadralitów oraz
rotalitów.

Ograniczanie myślenia o szkle tylko do okien może być mylące i pod
żadnym pozorem nie wyczerpuje możliwości tego materiału w
architekturze modernistycznej.

Tekst: Marta Borowska-Tryczak