Janusz Marszalec \ Jak Grudzień ‘70 stał się cześcią pamięci zbiorowej?

9.12

Janusz Marszalec \ Jak Grudzień ‘70 stał się cześcią pamięci zbiorowej?

Fot. ze zbiorów IPN Gdańsk

← Kliknij tutaj, aby powrócić do strony projektu “Grudzień ’70”

Jak Grudzień ‘70 stał się częścią pamięci zbiorowej mieszkańców Gdańska i Gdyni?

Rewolta robotnicza 1970 roku na Wybrzeżu postrzegana jest dzisiaj jako dramatyczny epizod dziejów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, jeden z etapów „polskiej drogi do wolności”. Jego sens historycy widzą w przygotowaniu społeczeństwa Wybrzeża do Sierpnia 1980 roku, a w efekcie do wielkiego zwycięstwa rewolucji Solidarności. Zanim jednak dokonał się akt ostatecznego rozbratu robotników z komunizmem, należało przejść przez bolesne lata pogrudniowe. Nie było wtedy nadziei – zwłaszcza dla tych, którzy patrzyli z przerażeniem, gdy nocą grzebano w pośpiechu ich bliskich, zastrzelonych w Gdańsku i Gdyni. Nie było też nadziei, gdy funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej rozdeptywał 1 listopada 1971 roku świeczkę ku czci zabitych robotników, zapaloną obok stacji SKM Stocznia w Gdyni.

Jak to się stało, że mimo tej beznadziei pamięć o Grudniu przetrwała i zaczęła przeobrażać świadomość społeczeństwa Wybrzeża? Dlaczego potrzeba było na to całej dekady? Ten krótki artykuł ma wytłumaczyć sens procesów społecznych zachodzących od końca roku 1970 do roku 1980 i dalej – aż do dzisiaj. Pokaże on, że „umojona” (czyli przejęta na własność) przeszłość, jak pisał znany badacz pamięci społecznej Robert Traba, nadal kształtuje tożsamość ludzi, nawet jeśli nie doświadczyli jej osobiście.

 

„Przyciszony wewnętrzny bunt”

Znaczenie Grudnia nie zamyka się w rozgrywce politycznej na szczytach władzy – w zastąpieniu na stanowisku I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Władysława Gomułki przez Edwarda Gierka. Odpowiedź na zadane wyżej pytania tkwi w tym, co odczuwali i w co wierzyli mieszkańcy gdańskich falowców, gdyńskich dzielnic – Grabówka czy Chyloni. Ważniejsze od sporów politycznych na salonach Gdańska czy Warszawy były rozmowy w rodzinach stoczniowców czy wśród młodzieży aglomeracji trójmiejskiej. Były one reakcją na przelaną krew w Gdańsku i Gdyni, na niesprawiedliwość, na nocne pogrzeby i zakaz przypominania o krzywdzie, jaką wyrządzono robotnikom i ich rodzinom w grudniu.

Tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Kasprzak” w donosie z 19 grudnia 1970 roku pisał: „Sytuacja w Gdańsku uległa poprawie, lecz z mego punktu obserwacji, przeistoczyła się w głęboki żal większości społeczeństwa i w przyciszony wewnętrzny bunt”. Ta ciekawa obserwacja jest w istocie mikroanalizą socjologiczną, która trafnie opisuje nastrój społeczeństwa po krwawo stłumionym proteście. Wydaje się, że ów „przyciszony wewnętrzny bunt” był stale obecny również w latach następnych. Opinię tę potwierdza zdanie wyjęte z planu działań SB na rok 1971: „Zaprowadzenie porządku przy pomocy użycia siły nie spotkało się z pełnym zrozumieniem części społeczeństwa i naruszyło istniejącą dotychczas więź organów MO ze społeczeństwem”. Sprawy zaszły jednak jeszcze dalej, gdyż, analizując relacje uczestników i dokumenty, można mówić o kompromitacji nie tylko milicji, ale całego aparatu władzy.

W takich to warunkach poczucia głębokiego skrzywdzenia i niedopełnionej żałoby „wewnętrzny bunt” drążył skałę, inspirując postawy sprzeciwu wobec rządzących. Co ciekawe, nie dotyczyło to tylko środowisk robotniczych. Wbrew staraniom SB, komunistycznej propagandy i Gierka z sukcesami modernizującego Polskę Grudzień ‘70 stawał się częścią pamięci nie tylko wybrzeżowej, ale w końcu – zwłaszcza po 1980 roku – ogólnonarodowej. Pamięć ta od samego początku miała wyraźny wolnościowy rys.

 

Groby

Władza doskonale wiedziała, że podstawowym sposobem upamiętniania Grudnia będą groby ofiar. Nie mogli więc dopuścić do tłumnych pogrzebów i zapisania na pomnikach sposobu, w jaki umarli. Komuniści bali się kultu męczenników. Ktoś na wysokim szczeblu podjął więc decyzję o nocnych pogrzebach, jedynie w towarzystwie najbliższej rodziny i kapelana wojskowego, w asyście funkcjonariuszy SB, która nadzorowała całą operację na wyrost zwaną „pogrzebami”. Zadanie organizacji tych urągających tradycji i szacunkowi do ludzkiego bólu pochówków powierzono pracownikom Urzędu Spraw Wewnętrznych Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdańsku. Wsławili się oni wyjątkowym brakiem taktu i instrumentalnym traktowaniem rodzin zamordowanych. Do tego brali udział w oszustwach, których celem było ukrycie prawdziwej przyczyny zgonu zabitych. Praktyką było na przykład wpisywanie do urzędowego aktu zgonu zupełnie innego powodu niż śmierć od kuli. Na przykład w akcie Zbigniewa Wyciechowskiego, zastrzelonego w „czarny czwartek”, podano, że umarł na wrzód żołądka.

Nocne pochówki nie były końcem traumy rodzin. Władza nie zostawiła ich w spokoju, gdyż poddani zostali kontroli operacyjnej, również szantażowi moralnemu – temu miały służyć odszkodowania wciskane rodzinom zabitych przez szefa Urzędu Spraw Wewnętrznych, Mieczysława Gromadzkiego. Miała to być cena za milczenie. Gdy to nie skutkowało, SB przystępowała do działań bezpośrednich, na przykład niszczenia napisów nagrobnych. Przykładem może być walka o tabliczkę Janusza Żebrowskiego zastrzelonego w „czarny czwartek”. Gdy rodzice Janusza, wbrew dyspozycjom, napisali na niej, że „został zastrzelony przez MO w zajściach grudniowych”, nieznani sprawcy niszczyli ją. Działo się tak dwukrotnie. Ojciec Janusza dyżurował na cmentarzu w nocy, żeby złapać sprawcę. W końcu, wobec uporu rodziny, SB zrezygnowała.

W atmosferze walki, jaką aparat państwowy wydał pamięci zamordowanych, nie dziwiły rozchodzące się pogłoski o potajemnym likwidowaniu grobów przez władzę. Mit ten upowszechnił film Andrzeja Wajdy Człowiek z żelaza.

 

Pieśń uliczna

Wielką rolę w upamiętnieniu Grudnia ma anonimowa twórczość uliczna. Piosenki, wiersze czy dowcipy stały się silnym katalizatorem narodzin legendy Grudnia. Przepisywano je ręcznie i przekazywano dalej. Licznie pojawiały się też krótkie hasła, które malowano na murach, albo wydrapywano w zamkniętych pomieszczeniach, toalet nie wyłączając. Największy ładunek emocji niosła Ballada o Janku Wiśniewskim. Jej pierwszy odpis znany jest dopiero z maja 1971 roku, ale powstała najprawdopodobniej już w grudniu bądź wiosną 1971. Nie jest to jednak prymitywna rymowanka, jak wiele innych „ulicznych utworów”, lecz pieśń o głębokiej treści z kończącym ją wezwaniem do matek poległych:

Nie płaczcie matki, to nie na darmo

Nad stocznią sztandar z czarną kokardą

Za chleb i wolność, i nową Polskę Janek Wiśniewski padł.

Do powszechnej świadomości wprowadził ją w nieco zmienionej wersji film Andrzeja Wajdy Człowiek z żelaza. Od tej pory „Janek Wiśniewski” stał się narodowym symbolem, a Ballada w wykonaniu Krystyny Jandy hymnem wolności znanym w całej Polsce.

Wydaje się, że początkowo znacznie popularniejsze od Ballady o Janku Wiśniewskim były rymowanki nawiązujące do popularnych wówczas piosenek. Ich mała sprawność językowa wskazuje, że nie były tworzone przez osoby wykształcone.

Szczególny charakter ma prymitywnie rymowana Odezwa do mieszkańców Gdyni, znana z odręcznego odpisu z licznymi błędami ortograficznymi. Już pierwszy wers uderza w propagowane w Gdańsku i Gdyni kłamstwo: „Z wybrzeża wiedzą nawet dzieci, kto strzelał do ojców ich matek, bo kiedy przechodzi milicjant wołają, że idzie morderca”. Pieśń kończy się uroczystym zapewnieniem: „Po długie lata będzie pamiętać lud gdyński te wydarzenia, i wszystko będzie przekazywał na swoje dalsze pokolenia ”.

Do tego trzeba doliczyć również dowcipy polityczne o tematyce grudniowej, np. „Sprzedam dom z dobrze wypalonej cegły – Alojzy Karkoszka”, odnoszący się oczywiście do spalonego 14 grudnia 1970 roku przez demonstrantów budynku Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku i rezydującego tam sekretarza partii Alojzego Karkoszki. Inny, równie popularny w całej Polsce też odnosił się do tryumfu gdańskich robotników: „Palicie Belwedery? [marka papierosów] Nie, komitety!”.

 

Pierwsze próby upamiętnienia zabitych – 1971 rok

Ci, którzy chcieli upamiętnić Grudzień, musieli zmierzyć się z potężną machiną propagandową, która robiła wszystko, aby rewoltę skompromitować w oczach opinii publicznej. Po tysiąckroć powtarzano, że ton wydarzeniom nadawały „elementy chuligańskie”, pokazywano obrabowane sklepy i spalony komitet w Gdańsku, nie wspominając o tym, że w Gdyni protest miał charakter pokojowy i nie wybito choćby jednej szyby. O ofiarach milczano.

Walkę z kiełkującą mimo to legendą Grudnia, podjęła natychmiast – i to skutecznie – SB. Jak już wiemy, zaczęła od „zabezpieczenia” (to terminologia fachowa) nocnych pogrzebów organizowanych na trójmiejskich cmentarzach. Potem jej podstawowym zadaniem stało się wygaszanie inicjatyw upamiętnienia ofiar przez kolegów z zakładów pracy. Kontrolowano też rodziny, obawiając się emocjonalnych reakcji. To drugie okazało się znacznie łatwiejsze – nietrudno było zastraszyć straumatyzowanych ludzi. Z robotnikami – kolegami zabitych – szło im oporniej.

Bardzo szybko ktoś rzucił pomysł wybudowania pomnika. Publicznie zgłoszono go prawdopodobnie 25 stycznia 1971 roku w Stoczni im. Komuny Paryskiej, na robotniczym zebraniu. Nieco później podobne żądania na różnych zebraniach wysunięto również w Stoczni im. Lenina w Gdańsku. Wydawać by się mogło, że w Gdańsku odniesiono nawet sukces, gdyż dyrekcja Stoczni wyraziła zgodę na zawieszenie tablicy pamiątkowej. Był to jednak blef obliczony na uspokojenie nastrojów. Wiosną 1971 roku znowu zawrzało, pojawiły się ulotki i głosy z żądaniem realizacji obietnic. Decydenci, próbując rozładować napięcie, wytypowali osoby, które miały złożyć kwiaty na grobach zabitych w przeddzień 1 maja. Ruch ten wpłynął uspokajająco na robotników, ale nie uciszył wszystkich.

W Stoczni Gdańskiej im. Lenina zdesperowana grupa stoczniowców zdecydowała się na publiczne wyartykułowanie swych żądań. Tak doszło do demonstracji w czasie obchodów święta 1 maja, kiedy to robotnicy nieśli własne, niezależne transparenty. Napisano na nich: „Żądamy ukarania winnych za zajścia grudniowe”, „Żądamy odsłonięcia tablicy pamiątkowej zabitych w zajściach grudniowych”. Wszyscy zostali zidentyfikowani przez SB, która rozpoczęła nękanie tych odważnych ludzi. Nie był to jednak jedyny znak pamięci, gdyż tego dnia mur przy bramie nr 2 pokrył się wieńcami z żałobnymi szarfami. Ostatnia zidentyfikowana przez SB grupa robotników złożyła kwiaty 19 maja. Dzień później w raporcie SB zapisano, że pod ścianą pozostały już tylko trzy gałązki bzu i jeden tulipan koloru kremowego.

W Gdyni tajna policja okazała się bardziej skuteczna niż w Gdańsku, gdyż szybko zidentyfikowano osoby nawołujące do protestu. W rezultacie 1 maja doszło tylko do kilku incydentów. Wywiadowcy SB zauważyli mężczyznę, który rozwinął czarną chustę i zaraz potem zniknął w tłumie. Do większej demonstracji doszło przy stacji SKM Gdynia Stocznia, gdzie zebrało się około 60 osób, które złożyły wiązankę kwiatów. Zauważono też samochód, z którego kierowca wyrzucił bukiet z szarfą ozdobioną napisem „miejsca upamiętnienia krwią poległych”. Innemu „nieznanemu sprawcy” udało się w tym miejscu pozostawić karton z napisem „Miejsca uświęcone krwią poległych w wydarzeniach grudniowych w 1970 r.”

1 listopada gesty pamięci były jeszcze skromniejsze. Pod murem obok bramy nr 2 pojawiło się kilka zniczy. W grudniu – w pierwszą rocznicę rewolty – „nieznani sprawcy rozwiesili ręcznie wykonane plakaty i wiersze”. Na jednym z wydziałów zorganizowano ceremonię wciągnięcia flagi na maszt, uczczono ciszą pamięć zastrzelonych, odśpiewano hymn. W Gdyni przy wiadukcie stacji SKM Gdynia Stocznia grupa dzieci zapaliła świeczki. Jeden ogarek płonął przy ulicy Marchlewskiego, przy schodach stacji SKM. Patrolujący teren funkcjonariusz MO zareagował natychmiast. Raportował: „Świeczkę tę – kawałek stearyny, korzystając z nieobecności innych osób, rozdeptałem”.

Skala grudniowych demonstracji była więc skromna – na miarę czasów i nasilających się represji organów bezpieczeństwa i szykan dyrektorów zakładów, ściśle współpracujących z SB. Z punktu widzenia formowania się pamięci zbiorowej niezwykle ważne było to, że zbrodnia grudniowa została powiązana z konkretnymi miejscami. Zaczęło bowiem kształtować się coś, co nazywamy „miejscem pamięci”, gdzie z czasem zaczęto gromadzić się, aby uczcić zabitych kolegów. W Gdańsku takie miejsce znajdowało się przy murze opodal bramy nr 2. To obok niego w 1981 roku stanął pomnik Poległych Stoczniowców. W Gdyni nikt nie miał wątpliwości, że „miejscem pamięci” stały się okolice wiaduktu przy stacji SKM.

 

Ksiądz Hilary Jastak

Wielką rolę w zachowaniu pamięci o ofiarach odegrał ksiądz Hilary Jastak (1914–2000), proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gdyni. Po „czarnym czwartku” jego kościół był otwarty całą dobę; ks. Jastak i jego wikariusze dodawali otuchy rodzinom, które pukały do drzwi kościoła, nie mogąc gdzie indziej znaleźć pomocy. To właśnie on poinformował w liście prymasa Polski Stefana Wyszyńskiego o „niezasłużonym męczeństwie” mieszkańców Gdyni. Słowa ks. Jastaka, którymi pocieszał wówczas ludzi i które kierował do prymasa, wyznaczyły kierunek nauczania Kościoła i widzenia grudniowej tragedii. Po latach ks. Jastak wspominał: „Pocieszałem, tłumacząc, że zginęli w czasie wypełniania swoich obowiązków wynikających z czwartego przykazania, z miłości do rodziny i ojczyzny. Zginęli jako męczennicy”. Jego kościół przy dzisiejszej ulicy Armii Krajowej stał się miejscem przechowywania grudniowych relikwii: drzwi, na których niesiono zabitego chłopca i sztandaru umoczonego w jego krwi. To jeden z najbardziej wymownych przykładów sakralizacji pamięci Grudnia. Jednak nie jedyny – ofiarę krwi w duchu nauk ks. Jastaka przypominali także inni odważni duchowni Wybrzeża. Nie było ich wielu – w 1971 roku SB zarejestrowała wystąpienia trzech kapłanów. Od końca lat 70. uaktywniło się kilku kolejnych, w tym ks. Bronisław Sroka, przybyły do Gdańska z Lublina, związany z młodzieżą, która uformowała Ruch Młodej Polski, jedną z głównych sił gdańskiej opozycji antykomunistycznej drugiej połowy lat 70. W latach 80. msze za pomordowanych w Grudniu stały się jednym z elementów integrujących przeciwników systemu. Skala ich była już o wiele większa aniżeli w poprzedniej dekadzie.

 

Przełom

Po 1972 roku sytuacja na Wybrzeżu wydawała się opanowana. Kolportaż prymitywnie sporządzanych ulotek był niewielki, w zakładach pracy nie upominano się już o tablice pamiątkowe. Ten czas wspominał Andrzej Wajda, który przyjechał do Gdyni kręcić Człowieka z marmuru: „Nie było żadnych grobów ofiar 1970 r., nie było żadnych zdjęć, w ogóle Grudnia nie było”. Ale były to tylko pozory, bo pamięć była, ukryta i bolesna.

Gdy sądzono, że rany się zabliźniły, a ludzie zapomnieli, garstka gdańskich opozycjonistów, zaczęła po 1976 roku organizować opór. Do rozpowszechniania wolnościowych haseł wykorzystywano kolejne rocznice grudniowej tragedii. Zaczęło się w 1977 roku, przełomowy okazał się jednak rok 1979. Miejscem demonstracji nie stała się najbardziej doświadczona Gdynia, lecz okolice bramy nr 2 Stoczni Gdańskiej. Organizatorem ich byli działacze opozycji demokratycznej, związani z Wolnymi Związkami Zawodowymi, Ruchem Młodej Polski i Ruchem Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Maryla Płońska w 1979 roku, podczas obchodów dziewiątej rocznicy, wołała do kilku tysięcy zgromadzonych: „Co dał nam Grudzień? Grudzień uświadomił naszą siłę i nasze prawa oraz to, do czego zdolna jest władza. Za tę wiedzę niektórzy zapłacili najwyższą cenę. Własne życie”. Podobne hasła głosili inni uczestnicy tego wiecu, m.in. Tadeusz Szczudłowski, Dariusz Kobzdej, ks. Bronisław Sroka. Lech Wałęsa z WZZ wezwał do budowy pomnika ofiar, choćby z kamieni, wspólnym wysiłkiem, za rok, w dziesiątą rocznicę wydarzeń. W sierpniu 1980 roku na tablicy z 21 postulatami Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Gdańsku pojawił się również ten z żądaniem budowy pomnika ofiar Grudnia. Upamiętnienie ofiar wojska i milicji z 1970 roku stało się sztandarowym hasłem zaczynającej się rewolucji Solidarności.

 

Pomniki

Już 17 sierpnia 1980 roku, a więc trzy dni po wybuchu strajku w Stoczni im. Lenina, robotnicy postawili krzyż na miejscu, gdzie w niedługiej przyszłości – na 10 rocznicę – postanowili wybudować zapowiedziany w 1979 roku pomnik. 24 sierpnia inż. Bogdan Pietruszka przedstawił członkom Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego projekt pomnika własnego autorstwa. Został przyjęty z entuzjazmem. Po latach jego autor tłumaczył, że jego idea wykraczała daleko poza sens Grudnia. Pietruszka chciał bowiem upamiętnić polskie dążenie do wolności. Rozumiał je jako ciąg zdarzeń, którego Grudzień był jednym z etapów.

Początkowo planowano budowę czterech krzyży z kotwicami, ale z czasem z powodów konstrukcyjnych ograniczono się do trzech krzyży. Gdy podpisywano porozumienia sierpniowe, makieta pomnika stała na stole i to rodząca się Solidarność wzięła na siebie odpowiedzialność za realizację pomysłu. 1 września 1980 roku ukonstytuował się Społeczny Komitet Budowy Pomnika Poległych Stoczniowców na czele z Henrykiem Lenarciakiem, stoczniowcem, który już w 1971 roku walczył o upamiętnienie zabitych. W niezwykle trudnej sytuacji, w chaosie i euforii początków rewolucji Solidarności, Komitet wywiązał się z przyjętego zadania, mimo niechęci władz i piętrzących się problemów. 16 grudnia po 106 dniach ciężkiej pracy ogromny monument stanął obok bramy nr 2. Był dziełem stoczniowców, mieszkańców Gdańska i całej Polski, która widziała w nim nie tylko upamiętnienie robotniczego protestu, ale również to, co widział w nim inż. Pietruszka – polskie marzenie o wolności i sprawiedliwości. Miał być też przestrogą i znakiem nadziei – mówił o tym wiersz Miłosza, ale również akt erekcyjny wmurowany 10 dni przed odsłonięciem pomnika. Zapisano w nim: „[…]Pomordowanym – na znak wiecznej pamięci. Rządzącym – na znak przestrogi, że żaden konflikt społeczny w Ojczyźnie nie może być rozwiązany siłą. Współobywatelom – na znak nadziei, iż zło może zostać przezwyciężone […]”.

W uroczystościach wzięło udział 150 – 200 tysięcy ludzi z całej Polski, szczelnie wypełniając plac przy stoczni. Miliony oglądały wywalczoną transmisję w telewizji rządowej. Ta eksplozja pamięci uformowała Gdańsk na następne lata. Pomnik stał się najważniejszym symbolem miasta i jednym z najważniejszych symboli wolności w Polsce. W mroźny wieczór 16 grudnia, gdy Daniel Olbrychski wyczytywał nazwiska zabitych, a stoczniowcy odpowiadali: „Są wśród nas!”, nikt nie wątpił, że Grudzień na zawsze staje się częścią ogólnonarodowej historii.

W Gdyni zaplanowano dwa pomniki – jeden pod stocznią – niedaleko stacji SKM, drugi przy alei Czołgistów (dziś al. Marsz. Piłsudskiego) przy Prezydium Miejskiej Rady Narodowej (dziś Urząd Miasta). Społeczny Komitet Budowy Pomników Ofiar Grudnia ukonstytuował się nieco później niż w Gdańsku – dopiero 16 września. Przede wszystkim nie było projektu, który można by realizować od ręki, trzeba było więc wybrać go w konkursie. Społeczny Komitet zdecydował się na ekspresyjny projekt Stanisława Gierady, przedstawiający datę 1970 i siódemkę uformowaną w padającego od kuli człowieka. Pomnik powstawał w szalonym tempie podczas 22 dni i nocy przy udziale setek ludzi i wielu zakładów pracy. Ten wielki czyn społeczny był dla gdynian katharsis – duchowym oczyszczeniem. Miasto, pamiętające grozę grudniowej masakry, mogło w końcu dokończyć należną żałobę. Aktu odsłonięcia Pomnika Ofiar Grudnia rankiem 17 grudnia 1980 roku, w dziesiątą rocznicę masakry dokonała Anna Piernicka, matka dwudziestoletniego Ludwika, zastrzelonego w drodze do pracy. Ta uroczystość zaczynająca się od niezwykłej ciszy jest częścią legendy miasta. Żyje ona nadal, gdyż uroczystość powtarzana jest co roku z udziałem – mimo upływu lat – tłumów gdynian.

Tego samego dnia wieczorem odbyła się w Gdyni druga ważna uroczystość. Obok Urzędu Miasta wmurowano kamień węgielny pod drugi pomnik. Miał on stanąć w ciągu następnego roku. Ponieważ prace się przeciągały, w rocznicę sierpnia, w 1981 roku postawiono czternastometrowy drewniany krzyż, a obok cokół z napisem: „W tym miejscu powstanie Pomnik Ofiar Grudnia 1970”. Konkurs na pomnik miał zostać rozstrzygnięty 13 grudnia 1981 roku, wtedy kiedy gen. Jaruzelski wprowadził stan wojenny. Zatem drewniany krzyż stał do 1993 roku, bo dopiero wtedy udało się dokończyć zaczęte w 1980 roku dzieło upamiętnienia ofiar Grudnia.

 

Fotografia chłopca niesionego na drzwiach

Dla kształtowania świadomości społecznej równie ważna jak budowa pomnika okazała się inicjatywa Bogdana Borusewicza, by zebrać i opublikować wspomnienia uczestników Grudnia. Zajęła się tym sekcja historyczna powstała w Ośrodku Badań Społecznych przy Międzyzakładowym Komitecie Założycielskim NSZZ „Solidarność” w Gdańsku. Inicjatywa ta miała ważne konsekwencje społeczne – pomogła ludziom (zwłaszcza gdynianom) przełamać strach. Uczestnicy rewolty, rodziny ofiar – wszyscy zaczęli mówić. Mimo że materiały wydano w postaci książki dopiero w 1986 roku w Paryżu, to ich znaczenie dla pokazania prawdziwego oblicza PRL-u i odkłamania historii było ogromne. Znacznie wcześniej, w grudniu 1980 roku, jeszcze przed odsłonięciem pomnika, zaczęły ukazywać się artykuły poświęcone rocznicy. W 1981 roku upubliczniono słynną dziś fotografię „Janka Wiśniewskiego” niesionego na drzwiach ulicami Gdyni, autorstwa Edmunda Peplińskiego. Ukazała się ona w gdańskim tygodniku „Czas”. Całej Polsce historię chłopca niesionego na drzwiach przybliżyła Małgorzata Niezabitowska w „Tygodniku Solidarność”, w jego ostatnim numerze przed wprowadzeniem stanu wojennego. Na czytelnikach ten tekst zrobił wstrząsające wrażenie. Fotografia Peplińskiego stała się ikoną „grudniowej drogi do wolności”. Największą rolę w jej upowszechnieniu odegrał jednak Człowiek z żelaza Wajdy.

Wiesława Kwiatkowska

Wśród wieloosobowego, zasłużonego grona współpracowników sekcji historycznej dokumentującej Grudzień należy wymienić gdyniankę, Wiesławę Kwiatkowską (1936–2006). Przez wiele lat, również w czasie stanu wojennego, mimo policyjnych represji, dokumentowała Grudzień, stając się z czasem największym autorytetem wśród badaczy tego tematu. Jej publikacje ukazywały się nawet w podziemiu – podczas stanu wojennego (Grudzień ‘70 w Gdyni, Warszawa 1986). Ostatnia ukazała się tuż po jej śmierci w 2006 roku (To nie na darmo. Grudzień ‘70 w Gdańsku i Gdyni). Na legendę Wiesławy Kwiatkowskiej oprócz pracy reportersko-historycznej składa się też pięcioletni wyrok wydany przez sąd wojskowy w Gdyni za „kontynuowanie zbierania materiałów faktograficznych dotyczących wypadków grudniowych z 1970 r.”.

Z chwilą wprowadzenia stanu wojennego pamięć o Grudniu znowu zeszła do podziemia. Rocznice robotniczego buntu gromadziły wokół pomników tysiące demonstrantów. Stały się one powszechnie znanymi w Polsce i poza nią symbolami walki o wolność. Szczególnie znany był światu pomnik gdański, na którym umieszczono wiersz noblisty Czesława Miłosza Który skrzywdziłeś...

Pamięć Grudnia w wolnej Polsce

Czy dzisiaj pamięta się o Grudniu? W Polsce, poza Wybrzeżem, jest to przede wszystkim lekcja historii, nauczana z podręczników, jeszcze bardziej odległa niż wojenne opowieści z lat 1939–1945, bo te są przecież nadal częścią rodzinnych historii. Grudzień dla mieszkańców Gdańska, Gdyni, Szczecina również Elbląga nie jest tylko datą w patriotycznym kalendarzu, przypominaną podczas corocznych obchodów przez samorządowców, związkowców z „Solidarności” czy lokalnych historyków. Jest legendą dla urodzonych po 1970 roku, a dla świadków i uczestników ciągle osobistym doświadczeniem formacyjnym. Nadal wspominają krzyk tryumfu tłumu, gdy płonął budynek Komitetu KW PZPR w Gdańsku; wydaje się, że pamięć ofiar nie jest tu tak bolesna jak pamięć gdyńska.

Jest ona inna niż gdańska, na pewno bardziej żywotna, o czym świadczą chociażby tłumniejsze niż w Gdańsku obchody rocznic. Coroczny marsz ulicami miasta ciągle wywołuje emocje uczestników. Nie może to dziwić, gdyż w Gdyni, mimo upływu lat, zachowało się poczucie dużej niesprawiedliwości. Krzywda dotknęła większą liczbę osób niż w Gdańsku. Do tej pory pamięta się też zakaz żałoby, który bolał równie mocno jak rany fizyczne.

17 grudnia 1993 roku odsłonięto nieopodal Urzędu Miejskiego, na miejscu wybranym jeszcze w 1980 roku, drugi grudniowy pomnik. To monumentalny, uskrzydlony krzyż o wysokości 23 metrów. Przemianowano również ulicę Marchlewskiego na Janka Wiśniewskiego; jest też w Gdyni aleja 17 Grudnia. W Gdańsku protestowi z 1970 roku poświęcono ulicę Ofiar Grudnia. Położona poza śródmieściem nie wpływa raczej znacząco na świadomość historyczną gdańszczan. O wiele więcej można się spodziewać po planowanym na grudzień 2020 roku upamiętnieniu miejsc śmierci ośmiu gdańskich ofiar.

Do utrwalenia pamięci gdyńskiego Grudnia przyczyniały się nie tylko wspomniane już wysiłki Społecznego Komitetu Budowy Pomników Ofiar Grudnia, Wiesławy Kwiatkowskiej czy innego gdynianina, Adama Gotnera, jednej z ofiar Grudnia, niezmordowanie przez lata przypominającego o zbrodni pod stocznią, ale też liczne książki, wystawy i projekty edukacyjne wspierane przez samorząd i instytucje państwowe. W 2011 roku odbyła się premiera filmu Antoniego Krauzego Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł, opartego na historii śmierci Brunona Drywy i losach jego rodziny. Dzięki temu obrazowi legenda Grudnia zaistniała mocno również poza Wybrzeżem – po raz pierwszy od premiery Człowieka z żelaza Wajdy. W ten sposób zwrócono m.in. uwagę na problem odpowiedzialności za śmierć niewinnych ludzi. Rodziny ofiar i wspierający ich społecznicy i publicyści liczyli na szybkie wymierzenie sprawiedliwości. Tymczasem proces ciągnął się latami, a dziennikarka Wiesława Kwiatkowska, krytykująca sędziów za opieszałość została skazana za obrazę sądu na grzywnę i dwa lata w zawieszeniu. Emocje wokół ciągnącego się latami procesu stopniowo przygasały, okresowo rozpalały się, by w końcu wypalić się w beznadziejnym przekonaniu, że sprawiedliwość nie jest nieuchronna. Wyrok z 2013 i 2015 roku został uznany przez część opinii publicznej za klęskę Temidy. Nie da się jednak ukryć, że sądowy tasiemiec i utrzymujące się, zwłaszcza na Wybrzeżu, niezadowolenie z powodu nieukaranej zbrodni czyniły z Grudnia element historii ogólnonarodowej, symbol przeszłości, która nie może odejść.

 

Spór o symbol

Ale to nie koniec sporów o symbole. Do jakiego stopnia Grudzień może oddziaływać na współczesnych Polaków świadczy forma protestu zorganizowanego 28 października, po ogłoszeniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Tego dnia przez Gdynię przeszedł kilkutysięczny pochód na czele, którego młodzi mężczyźni nieśli kukłę zakrwawionej kobiety. Było to czytelne nawiązanie do symboliki pochodu z ciałem „Janka Wiśniewskiego” podczas „czarnego czwartku” 17 grudnia 1970 roku. Ta forma ekspresji wiele osób zszokowała. Pojawiło się mnóstwo ostrych komentarzy potępiających szarganie świętości i wykorzystywanie „narodowych symboli” w walce politycznej. Znalazło się równie wielu obrońców tej formy protestu i to nie tylko wśród ludzi młodych. Wskazywali oni, skądinąd słusznie, że w obronie podstawowych praw młodzież zwróciła się do znanych im symboli. Trudno też nie zgodzić się z tezą, że emocje wokół tej sprawy pokazują niezwykłą żywotność pamięci Grudnia i jej symboliki.

Kontrowersje dotyczą również wykorzystania w czasie bieżących sporów politycznych pomników grudniowych. Szczególnego znaczenie nabiera Pomnik Poległych Stoczniowców na pl. Solidarności. Od lat podążają w jego stronę różne grupy pod różnymi sztandarami, począwszy od stronników rządu, przez opozycję wskazującą na łamanie konstytucji w Polsce, aż po skrajną prawicę reprezentowaną przez Młodzież Wszechpolską. Można więc powiedzieć, że znak trzech gdańskich krzyży ustawiony na miejscu, gdzie w 1970 roku padli od kul stoczniowcy stał się areną zaciekłego sporu, podczas którego każda ze stron chce wejść w rolę albo walczących o prawdziwą wolność, albo strażników wywalczonej krwawo wolności. Oczywiście dla wzmocnienia swych argumentów wskazuje wprost albo w sposób zakamuflowany na swych oponentów, jako dziedziców tych, którzy strzelali do robotników. Jak to więc jest z Pomnikiem Poległych Stoczniowców? Dzieli czy łączy? Bez wątpienia w czasie akademickiej dyskusji można by znaleźć argumenty za obiema tezami. Nie ulega wątpliwości, że w idealnym świecie miejsce to powinno być miejscem narodowej wspólnoty. Niestety dzisiaj musimy się zadowolić jedynie zgodą, co do tego, że Grudzień ‘70, wyobrażany przede wszystkim przez pomniki grudniowe w Gdańsku i Gdyni, jest jednym z najważniejszych w Polsce symboli walki o wolność w okresie PRL-u. Jego różne interpretacje są świadectwem, że mitologia zastępuje nam prawdę. Ale to również znak, że nigdy w Polsce nie znudzi nas podręcznikowy dyskurs. Zawsze znajdzie się ktoś, kto odnajdzie nowe znaczenie przeszłości, która – mimo upływu lat – ciągle nie może od nas odejść.

Janusz Marszalec

← Kliknij tutaj, aby powrócić do strony projektu “Grudzień ’70”

 

Literatura:

Dudek A., Rewolta grudniowa jako etap destrukcji systemu komunistycznego, [w:] Grudzień przed sierpniem. W XXV rocznicę wydarzeń grudniowych, red. Lech Mażewski, Wojciech Turek, Gdańsk 1996, s.

Eisler J., Grudzień 1970. Geneza, przebieg, konsekwencje, Warszawa 2000.

Greczanik-Filipp I., Grudniowe pomniki, [w:] To nie na darmo… Grudzień ’70 w Gdańsku i Gdyni, red. Małgorzata Sokołowska, Pelplin 2006, s. 145–156.

Grudzień 70, Paryż 1986.

Kwiatkowska W., Greczanik-Filipp I., Są wśród nas, Gdynia 2000.

Marszalec J., Po długie lata będzie pamiętał lud..., „Wolność i Solidarność. Studia z dziejów opozycji wobec komunizmu i dyktatury”, 2010, nr 1, s. 172–176.

Marszalec J., „Przyciszony wewnętrzny bunt” – pamięć Grudnia ’70 na Wybrzeżu Gdańskim w latach 70. i 80., [w:] To nie na darmo… Grudzień ’70 w Gdańsku i Gdyni, red. Małgorzata Sokołowska, Pelplin 2006, s. 115–144.

Okuniewska B., Wielowątkowa symbolika Grudnia `70 i jej odbicie w postawach elit politycznych, [w:] Grudzień przed sierpniem. W XXV rocznicę wydarzeń grudniowych, red. Lech Mażewski, Wojciech Turek, Gdańsk 1996,

Sokołowska M., Wiesława Kwiatkowska, Gdynia 2011.

Wójcicki K., Rozmowy z księdzem Hilarym Jastakiem, Gdynia 2002.